Chcę pisać, a żeby dobrze pisać muszę się zdyscyplinować i codziennie ćwiczyć. Wstawać, pić herbatę w łóżku, brać zeszyt w rękę i tak kreślący długopis, aby jeździł po kartce z lekkością łodzi sportowej sunącej po tafli jeziora. Pismo musi być równiutkie, zgrabne literki jak na lekcjach kaligrafii u pani Krysi. Zawsze zajmuję miejsce w pierwszej ławce. Siedzę grzecznie, nie kiwając nóżką pod stolikiem. Na ławce panuje porządeczek. Książki leżą po prawej stronie i tylko te, które są potrzebne na danym przedmiocie. Reszta porządnie czeka na swoją kolej wciśnięta do nienagannie uprzątniętego tornistra. Przed nosem leży piórnik prymuski, czyściutki i pełen kredek gotowych jak ona do rozpoczęcia lekcji. Wszystkie kredki i ołówki zatemperowane są w szpic, żeby cieniutko i schludnie kreślić przeróżne szlaczki. Kredki poukładane są według kolorów: od żółtej do czarnej. Wyglądają prawie jak tęcza nad kaplicą w letni dzień po popołudniowej burzy. Od czasu do czasu, kiedy pioruny rąbią porządnie, a woda w kałużach przelewa się do zarośniętych pokrzywami rowów, tęcza popisuje się podwójnym łukiem. Tak wyglądają kredki w piórniku Agnieszki. Ona ma 24 kolory z wielkomiejskiego sklepu. I do tego też nigdy nie wysychające flamastry.
Słońce świeci dość mocno, jednak czarne chmury nie dają się przepędzić tak od razu. Letnia burza przechodzi szybko jak przyszła.
Kiedy tylko przestaje padać, idziemy zbierać trawę dla królików, jak każdego popołudnia.
Ubijamy liście piąstkami, żeby dużo wlazło do koszyków. Trawy musi starczyć nie tylko dla królików. Świnki morskie rozmnożyły się tego lata jak szalone. Jak narazie nie znalazł się chętny na 12 młodych. Musimy każdego dnia zatem targać na łąkę po dwa kosze na mlecze. Każdego dnia, a nawet kilka razy dziennie. Idziemy bez przypominania, tak od siebie, bez krzyków. Już taki automatyzm w nas się wytworzył. Wszedł nam w krew i z jednej strony nas to wkurza, ale też chroni. Automatyzm jest jak stary rytuał, który nie daje zapomnieć, skąd jesteś, gdzie tkwisz i jak trzeba żyć. Taka ciągła podpowiedź, jakby się miało może zapomnieć.
Czasami chciałabym się zapomnieć i marzę, że nie należę do tego świata, że przyszłam tu tylko na chwilę, z innej wioski, albo jeszcze lepiej – z jakiegoś miasta. Chciałabym być miastowa – tak jak Honorata. Przyjeżdżać tu tylko po to, aby pooddychać sobie świeżym powietrzem. Być z jakiejś innej rodziny i nie musieć mówić do ojca „tatuś”, a nawet do mamy „mamo”. Chociaż jak o niej pomyślę, to czasami troszeczkę ściśnie mnie za serce. Taka zła jak on mama jeszcze nie jest. Ale trzyma z nim, zwłaszcza gdy nie może sobie z nami poradzić, kiedy go nie ma w domu. Wtedy wchodzimy jej na głowę i musi mu donieść o wszystkim, kiedy tylko z pracy wróci. Nie patrzy nawet, na to, że jest podpity. A dobrze wie, że jak sobie wypił, to wtedy nas bije i robi durną musztrę Arturowi. Baczność, spocznij, pierdnij i odpocznij. Baczność, spocznij, spuść spodnie, bo to rozkaz. Artur się boi, a ja boję się o niego. Robi się strasznie i mama prosi ojca, żeby już dał spokój. Nie słucha. Za późno. Właśnie poczuł radochę. Nie wiemy, czy się śmieje i czy taka sytuacja obróci się w żart. Czy trzeba mu śmiechem zawtórować, czy nam wolno się śmiać. A może lepiej zachować spokój? Jak to się wszystko skończy? Trudno ocenić sytuację, czy uderzy, czy wyśle do krzaków po „dobry” patyk lub złapie sam za kabel od grzałki. Mama także już nie panuje nad obrotem „zabawy”. Powtarza się dobrze nam znany scenariusz. Mama jest zapominalska… Albo się całkiem zaprzedała ojcu. Może się go też jak my boi? Chociaż jej tak często przecież nie bije, przeważnie tylko jej grozi, że ją ze schodów spuści jak worek ze zbożem. Więc mama cichnie. Czy ona w ogóle żałuje, że poszła do niego na skargę?
Na drugi dzień ojciec jest na kacu. Kac jest tak samo zły jak zły humor. Tata z nikim nie gada. Furczy. Nie padają słowa, tylko rozkazy albo po prostu sypią się razy. Mama mówi do nas: „Nie wkurzać tatusia”. Trzeba go przeprosić a znowu będzie spokój. Pytam się w myślach, ale za co? „Nieważne za co”. Mama radzi po prostu podejść do niego, złapać za rękę przytulić i powiedzieć: „Przepraszam, więcej nie będę” i znów będzie w domu cichu. I będzie bajka na dobranoc. Albo kupi wam kozaki na zimę, bo stare cisną. Da na internat, na bilet i na wyżywienie w stołówce i tobie też na podpaski da. A może nawet podwiezie do sąsiedniej wioski na autobus w poniedziałek rano. No powiedz w końcu! Musisz przecież już jechać! PKS nie będzie czekał! Do szkoły musisz, uparciuchu! Powiedz przepraszam do tatusia! No powiedz! Chcesz mieć dobrze? Nie bądź uparta jak osioł. Nieważne za co! Czy to ma jakieś znaczenie? Po co to robisz? No po co? Przecież wiesz, że od taty wszystko zależy! Widziałaś, znowu ma dobry humor. Pakuj się szybko i leć za nim do samochodu, dopóki się jeszcze nie rozmyślił. Jak będziesz normalnie się zachowywać, to da ci może od tak parę złotych!
Dodaj komentarz