Tego lata przeniosłam się ze spaniem do babci na górę, bo u dziadka w łóżku nagle zrobiło się jakby ciaśniej. I mniej przyjemniej. Babcia chyba ma rację, że jego kołdra śmierdzi brudnymi stopami. Dziadek kąpie się w sobotę, ale w tygodniu po robocie obmywa tylko twarz i ręce w aluminiowej misce. Czasami moczy ręce po łokcie, ale to już naprawdę zdarza się od święta. Pościel dziadka jest przez to nieświeża. Nagle zaczyna mi to przeszkadzać. Dziadek nie pyta, czemu śpię teraz z babcią na górze. Może się domyśla. Nie jest głupi. Babcia krytykuje jego brak higieny również w mojej obecności. Babcine łóżko jest duże i zawsze posłane jak należy. Pościel czysta, wykrochmalona i pachnąca wiatrem. Codziennie w lecie i gdy nie pada, babcia wietrzy ją po spaniu na sznurku. Babcia też jest bardzo czysta i schludna. Myje się codziennie i pachnie przyjemnie oliwkowym mydłem. Zawsze używa oliwkowego. Podobno od tego skóra dłużej zachowa się młoda. Skóra babci jest jasna i prawie przezroczysta. Delikatna mimo zmarszczek, które dyskretnie okalają jej smutne oczy. Malutkie szparki i prawie bez rzęs. Babcia mówi, że bardzo by chciała mieć czarną oprawę oczu jak dziadek, ale Bozia ją tak sowicie nie obdarowała. Uważam, że babcia jest ładna taka jaka jest. Nawet jej zadarty nos mi się podoba. Chociaż mój tata się z niego wyśmiewa. Jej nos odziedziczyły wszystkie dzieci oprócz Celiny. Ona jest całkowicie podobna do dziadka. A ja chyba jestem podobna bardziej do mojego taty, chociaż wcale tego nie chcę. Przyglądam się sobie w lustrze i widzę jego dużą głowę, twarz okrągłą jak piłka, wysokie czoło i prosty nos. Nawet stopy po nim odziedziczyłam. Duży paluch i krzywe małe palce. Każdy inny. Na szczęście bez grzyba na paznokciach. Brzydzę się jego stóp, a on czasami nam każe się łapać za grubego palca, aby puścić przy tym głośnego i śmierdzącego bąka. To ma być taki żart, z którego tylko on się śmieje do rozpuku. Chciałabym u babci na górze spać nie tylko podczas wakacji. Mamy wtedy jej sypialnię tylko dla siebie. Co wieczór babcia opowiada mi te same bajki. Znam je wszystkie na pamięć, mimo wszystko uwielbiam słuchać jej francuskich opowieści. Babcia mówi, że zasłyszała je we francuskiej szkole, do której chodziła przed wojną. Nie mogę sobie wyobrazić Francji, ale babcię jako dziecko owszem, bo naoglądałam się zdjęć w rodzinnych albumach. Babcia była malutkim, wystraszonym dzieckiem. Najstarsza córka, ale chyba najbardziej krucha. Stoi na każdej fotografii z opadającą pończoszką i krzywo zwisającą kokardą na prostych, rzadkich włosach. Ja też mam takie same jak ona. Proste jak druty. Mama wojuje z nimi co rano, próbując zebrać je w małe kucyki. Chciałaby bardzo, żebym jak wszystkie inne dziewczynki nosiła dwa kucyki z wielkimi kokardami w kropki. Ale moje włosy stają okoniem. Chyba wiedzą, czego ja nie chcę i nie poddają się żadnej gumce i żadnej kokardce. Spinki ześlizgują się również uparcie. Nie mają się czego złapać. Bozia poskąpiła mi bujnych włosów i pięknych loków. Nawinięte na papiloty po kilku chwilach znowu są proste. Elektryzują się od grzebienia, a zimą od czapki i od kaptura kurtki. Zwłaszcza w zimie wyglądam jak strach na wróble. Po nieudanych próbach okiełznania mojej nieusłuchanej głowy, mama wysyła mnie w końcu do kogoś, kto umie moje włosy trochę podciąć. I z tego „trochę”, wychodzi tak, że wyglądam jak chłopak. Mama mówi, że moje włosy brzydkie i mysie i się do niczego nie nadają i dlatego najlepiej mi w krótkich. A jak mam grzywkę, to nie widać, że mam duże zakola i za wysokie czoło jak na dziewczynę. Wierzę jej, że wysokie czoło wygląda brzydko i odtąd zawsze noszę grzywkę, chociaż i tak znowu słyszę, że moja buzia wygląda jeszcze na bardziej pyzatą. Nie wiadomo co łatwiej jest ukryć: duże zakola czy twarz jak piłkę. Oprócz prostych włosów niewiele po babci odziedziczyłam. Przypominam bardziej rodzinę taty, a szkoda. Lubię bardziej wszystkich ze strony mamy i z nimi też bym chciała mieszkać. Odkąd Celina i Jadzia powychodziły za mąż i odeszły z domu, u dziadków jest dużo miejsca. To nie taka duszna ciasnota jak u nas. Góra stoi pusta, ponieważ babcia śpi tylko w jednym pokoju, a całe dnie spędza na dole w kuchni. Zawsze, kiedy jestem u niej, biegam po pokojach i bawię się, że te ogromne przestrzenie należą do mnie. Wyobrażam sobie, że tutaj, w moim pierwszym domu, jesteśmy znowu tylko z mamą, bez taty. Ja, mama i moje młodsze rodzeństwo. Czemu mama tu nie chce wrócić, nie rozumiem. Po każdej awanturze mówię do mamy: „Chodź, przeprowadźmy się do babci i dziadka. Tam byłoby dla nas wszystkich dosyć miejsca i święty spokój.” Raz jeden jedyny, gdy ojciec zrzuca ją ciężarną ze schodów, jest bliska tego kroku. Nagle rozkwita we mnie nadzieja i głowa mi płonie od planów na lepszą i spokojną przyszłość bez niego. Niestety wszystko mija tak samo szybko jak złość mamy na ojca. To jest ostatni raz, kiedy liczę na mamę. Wiem, że go nigdy nie zostawi, nigdy nie zrobi tego kroku, ale ja go zrobię. Wtedy zaczyna się odliczanie, ile lat muszę jeszcze wytrzymać. Przyrzekam sobie, że najpierw pójdę do babci i dziadka, a potem, gdy już ich nie będzie na świecie, wiem, że nikt nie żyje wiecznie, zacznę swoje własne życie. Gdzieś daleko, w odległym świecie. Na przykład we Wrocławiu.
Najlepsze pomysły przychodzą mi w kościele. Siedzę w ławce i marzę, już od dawna już nie słucham ględzenia księdza. Rozglądam się po ludziach i spostrzegam starsze dziewczyny. Dużo starsze ode mnie, córki okolicznych sąsiadów, które chodzą do szkół w mieście i przyjeżdżają tylko na sobotę i niedzielę do rodziców na wieś. W ciągu tygodnia wszystkie mieszkają w internacie. Na skórze czuję dreszcz emocji, ponieważ w tym momencie znalazłam swoje własne wyjście awaryjne. Plan ucieczki z domu, którego nie cierpię, z ciasnoty, z przemocy, z niezrozumienia. Wiem, że to czego pragnę od życia jest tam, po tej drugiej stronie. Lekkie ukłucie w sercu pojawia się jednak, kiedy pomyślę o braciach. Niestety będę musiała zostawić ich samych na długie lata. Pewnego dnia wrócę do domu, ale tylko po nich. Zabiorę ich do mojego świata. Uchronię, pokażę, że można żyć inaczej. Na pewno będą jeszcze szczęśliwi. Wszyscy damy sobie radę bez ojca. A może i mama zrozumie i, biorąc przykład z dzieci, odejdzie od niego daleko. Jego nie będzie mi szkoda. Nic do niego już dawno nie czuję. Nawet nienawiści. Przechytrzę go, pójdę się uczyć i zamieszkam w mieście, w internacie. Uczyć się mi przecież nie zabroni.
Dodaj komentarz