List do dziadka Cześka

Dziś nad ranem miałam pewien sen. Po raz pierwszy od bardzo dawna śniłam bardzo intensywnie. Wyraźny sen – z dokładnymi obrazami i silnymi emocjami. W tym śnie odwiedziłam mojego dziadka. Był stary, ale żył – mimo że w rzeczywistości nie żyje już od 13 lat, a ja mam prawie 50 lat.

Był rozczarowany, że nie odwiedziłam go przy mojej ostatniej wizycie w Polsce. Próbowałam mu wyjaśnić, że po prostu nie dałam rady, że zabrakło mi czasu. Ale był poirytowany i nie chciał zrozumieć moich wyjaśnień.

Potem spojrzał na mnie – jakby czekał, żebym w końcu powiedziała mu to, co od dawna miałam mu do powiedzenia. I rzeczywiście to zrobiłam – po raz pierwszy, po tylu latach. Powiedziałam mu, jak bardzo mnie wtedy, podczas tych ostatnich beztroskich wakacji, zranił swoim zachowaniem.

Miałam może osiem, a może dziewięć lat, kiedy spędzałam razem z Eweliną, moją kuzynką, lato u babci i dziadka. Nie chciałam tak naprawdę z nią tam być. Z nikim nie lubiłam u nich przebywać, bo tylko ja, babcia i dziadek tworzyliśmy prawdziwą jedność. Nikt inny nie powinien wkraczać w nasz świat. A tu nagle pojawiła się Ewelina.

Coś się wydarzyło. Nie pamiętam już co. Dziadek oskarżył nas, że coś nawywijałyśmy. Nie chciał odstąpić od swojej wersji wydarzeń, choć tłumaczyłam mu, że nie ma racji. Zrezygnowana powiedziałam do mojej kuzynki – oczywiście w tajemnicy: „Dziadek jest głupi.” Byłam zraniona, ponieważ nie miał racji. A przynajmniej ja na pewno niczego złego nie zrobiłam. Zawsze byłam rozsądnym dzieckiem. Przecież dobrze mnie znał! Ewelina przekazała mu moje słowa. Jej nigdy nie powinnam była zaufać i w sumie tylko potwierdziła, że nigdy nie można niczego jej powierzać, bo wszystko wypapla.

I od tamtej chwili dziadek przez całe wakacje się do mnie nie odzywał. Ta sytuacja trwała nawet dłużej. Przez kolejne lata był w stosunku do mnie oschły. Nasza relacja nigdy nie wróciła do tego, jaka była wcześniej – kiedy byłam jego ukochaną wnuczką.

We śnie wreszcie mogłam mu powiedzieć to, czego jako dziecko nie potrafiłam wyrazić: że nie w porządku jest ignorować dziecko przez lata. Że dziecko nie rozumie, dlaczego dorosły nagle milknie i się oddala. I że to on – jako dorosły – ponosił odpowiedzialność nie tylko za swoje, ale także za moje uczucia. Nie ja – dzieciak.

W tym śnie powiedziałam mu, że jego zachowanie bardzo mnie zraniło i że ta rana towarzyszyła mi przez wiele lat. Nigdy wcześniej nie byłam w stanie mu tego powiedzieć – aż do dzisiaj… Lecz teraz już go nie ma na świecie…

Powiedziałam spokojnie, jasno – słowami, które dzisiaj, jako dorosła kobieta, potrafię znaleźć. Może ten sen był dla mnie jakimś późnym uzdrowieniem. Wyjściem z poczucia winy, z głębokiego wstydu, że go zawiodłam. Bo podświadomie, jako dziecko, tak właśnie wtedy myślałam i czułam. I chociaż starałam się, jak mogłam, nie znalazłam nigdy sposobu na to, żeby było tak jak kiedyś… Przed tym całym głupim zdarzeniem na wakacjach, kiedy nie uwierzył w moją niewinność, a ja – w bezsilności, w niemocy – nazwałam go głupkiem.

chciałabym Ci powiedzieć coś, czego nigdy wcześniej nie umiałam wyrazić. Mam wiele pięknych wspomnień z dzieciństwa, które z Tobą wiążę, ale przez wiele lat nosiłam w sobie ból z Twojego powodu.

Drogi Dziadku,

Pamiętam, jak kupiłeś mi mój pierwszy rowerek – najpierw trzykołowy, a potem własnoręcznie zrobiłeś mi dwukołowy na Komunię. Wtedy, na wsi w Polsce, rowerów nie dało się tak po prostu kupić, więc to było dla mnie coś wyjątkowego. Zbudowałeś też drewniane łóżeczko dla mojej lalki, które bardzo mi się podobało. Nosiłeś mnie na rękach, chodziliśmy razem zbierać czereśnie. W rodzinie krążą różne historie o tych chwilach, a na każdym zdjęciu, na którym trzymasz mnie na rękach, uśmiechasz się i promieniejesz z mojego powodu – wiem, że bardzo mnie kochałeś. Chyba jak nikogo na świecie, bo do swoich dzieci byłeś srogi i okropnie wymagający. Często karałeś ich boleśnie i do dziś chyba nie umieją Ci tego zapomnieć.

Jako dziecko często chodziłam z Tobą do Twojej rodziny – do wujka Lucjana i cioci Heli, którzy też mieszkali w waszej wsi – i zawsze dobrze się razem bawiliśmy. Kiedy byłam malutka, zabierałeś mnie swoją ciężarówką do pracy i spędzałam z Tobą cały dzień. Woziłeś mnie też na rowerze w koszyku. To wszystko było dla mnie bardzo ważne i kocham te wspomnienia.

Kiedy byłam mała, zawsze wolałam spać w Twoim łóżku niż w pokoju Babci, bo byłeś jedyny, który ze mną wstawał o świcie i smażył mi jajka na aluminiowej patelni. Tylko Ty nie denerwowałeś się, że jestem takim porannym ptaszkiem i wyciągam Cię z łóżka, zanim jeszcze słońce wstanie.

Kiedy byłam starsza – podczas liceum i studiów – miałam w domu niezły koszmar i nie wiedziałam czasami, dokąd mogłabym uciec w razie czego. Wiedziałam, że zawsze mogę przyjść do Ciebie i Babci. Czasami pomagałeś mi też drobnymi kwotami, choć sam miałeś niewiele.

Chcę, żebyś wiedział, że zawsze byłeś dla mnie bardzo ważny i mam do Ciebie dużo miłości i wdzięczności. Ale raniłeś mnie przez wiele lat. Przez Twoje niedojrzałe zachowanie ja, małe dziecko, czułam rozpacz, bezradność i wstyd. I zostawiłeś mnie w tym samiuteńką. Tkwiłam w tym bolesnym poczuciu poniżenia, a Ty w swojej upartości pozwoliłeś mi pozostać w nim tak długo…

Mam nadzieję, że gdzieś, choćby w moim sercu, ten list do Ciebie dotrze, bo chcę Ci powiedzieć, że mimo wszystko Ci wybaczam.

Z miłością i wdzięcznością za wszystko inne,

Andżelika

Dodaj komentarz