Przypudrowane warkocze smukłej leszczyny
Aksamitne wdzianka bazi przy kości
Przyciasne surduciki młodych, niedojrzałych pąków
Kwieciste zawiązki na sennych jeszcze grządkach
Leżących leniwym odłogiem
Nietkniętych nadal ogrodniczą dłonią
Niepewną co ma robić
Może zima jeszcze wróci?
Wiadomo to? Niewiadomo!
Może się wszystko w czekanie obróci?
A może jednak zaraz się zacznie?
Wiosenna eksplozja na grządce!
W parku!
Gdzie popadnie!
Już wkrótce iglaki przestaną zadzierać nosa
Że ich zieleń jest tą najszlachetniejszą
Wiosną bowiem dorówna im każdy krzaczek
Każdy najmniejszy pączek
Wszystko wystrzeli zielenią piękniejszą niż jakiś tam inny pospolity iglaczek
Gdzie nie spojrzeć świeżość
Seledyn
Zieleń głęboka
Błyszcząca
Soczysta
Młoda
Coś żółci się
Coś się złoci
Mieni się w słońcu
Oślepia
Czasami też zaskoczy
Nietuzinkową barwą
Nasz pospolity złoty kaczeniec
Egzotyczna różowa magnolia
Tulipan ociekający królewską czerwienią
Unosi sie z dumą
Z czarnej, jeszcze chłodnej nadal ziemi
Ze starych, zeszłorocznych liści
Rośnie
Rozkwita
Przekwita
Cieszy oko
Za krótko
Wszystko szybko
W pośpiechu
Rzeka dziś także przyspieszyła
Gdzieś w górach, daleko
Lód się topi i kapie
Ocieka potem od słońca
Kap kap kapanie
Kto wybija ten szybki takt dla rzeki?
Presto!
Subito!
Kto pcha ją do przodu?
Dalej ciemna wodo!
No dalej!
Piano… piano… sapie rzeka.
I tak dotrę do celu bez pośpiechu
Każdy w swoim rytmie
W swoim tempie, człowieku!
Spokojnie… spokojnie…
Popatrz na trzmiele
Senne niby takie
Ciężkie jak jumbo jety na nieboskłonie
Wcale nie są takie wolne i nieporadne
Szybkość
Powolność
Ciężkość czy lekkość
Wszystko jest względne
Każdy jest takim, jakim się czuje
Takim, jaka jego natura
Andzelika, 05.03.2026
Dodaj komentarz