Córka

Uczysz mnie czułości
i zrozumienia dla samej siebie.

Stawiasz pytania.
Zadania.
Wyzwania.

Wiem, że nie powinnam bać się ich podejmować.

Umiem.
Wiem.
Jestem gotowa.

Mam przecież wszystko, czego potrzeba, by cię kochać.

Niosę to w swoim plecaku.

Dostałam go w drodze na świat —
od Boga.

A moja czasem nieporadna matka nałożyła mi go na ramiona.

Jak kiedyś jej matka.

Moja chorowita babcia.

Pokoleniowa sztafeta kobiet.

Nie muszę więc drżeć,
że nie zdam egzaminu z miłości do dziecka. Z macierzyństwa.

Że ośmieszę się będąc matką jak kiedyś
przed klasą i srogą panią, gdy nie wyuczyłam się regułek na pamięć.

Powinnam zaufać sobie.

Nieomylnej intuicji.

Duszy.

W niej wszystko jest zapisane.

Pismem dużym i czytelnym.

Każda litera postawiona z miłością,
z wyraźną kropką,
z pięknym zawijasem.

Kaligrafią cierpliwości.

Kaligrafią zrozumienia.

Kartka po kartce,
spokojnie,
z czułością,

pisze się nasza historia.

List miłosny do ciebie.

I do mnie.

Tylko ja umiem pisać go w ten sposób —

twoja matka,

córka mojej matki,

wnuczka babki,

prawnuczka prababki.

Znam nas.

Z każdej strony.

Dogłębnie.

Szczerze.

I mimo wszystko

kocham nas jak nikt inny.

Każdą cząstkę wirującą we wszechświecie,

w bezkresnym kosmosie,

w najmniejszej komórce.

W boskim genie.

Dodaj komentarz